Dobre maniery marki osobistej

Dobre maniery marki osobistej

Nie zdziwi Cię zapewne stwierdzenie „żyjemy w dobie informacji”. ” Żyjemy szybko” też nie brzmi jak prawda objawiona.

Trudno sprzeczać się z faktami. Gdzie jednak w tych stwierdzeniach jest miejsce dla bylejakości? Czy tempo dzisiejszego świata usprawiedliwia brak szacunku do drugiego człowieka? A może właśnie tam jest sposób na wyróżnienie się? Może właśnie szacunek jest kluczem do zbudowania silnej marki osobistej?

O szacunku, braku zgody na bylejakość, czyli inaczej mówiąc o dobrych manierach, rozmawiam z Karoliną Grochowicz – Stec, autorką bloga goodmanners.pl – piewczynią zbawiennego działania etykiety, nawet w świecie, który pędzi zbyt szybko, by zatrzymać się na poznanie jej zasad.

Czy etykieta / savoir-vivre to dziś przeżytek?

Nie. Zdecydowanie nie. I jeszcze raz nie. Być może nie każdy będzie podobnego zdania, ale od osoby piszącej bloga poświęconego dobrym manierom i zdeklarowanej pasjonatki dobrych obyczajów nie sposób oczekiwać innej odpowiedzi.

Dla mnie etykieta jest absolutnie niezwykła i w żadnym stopniu nie określiłabym jej przeżytkiem. Wystarczy, że spojrzymy na savoir-vivre z nieco innej perspektywy. Dość często wielu z nas dostrzega w nim swego rodzaju „usztywniający gorset”, który wkłada nas w ramy różnorodnych zasad i wymagań, szczególnie dziś postrzeganych jako mało aktualne, czy wręcz zbędne. Ignorowanie dobrych manier usprawiedliwiamy najczęściej brakiem czasu, wygodą oraz tym, że inni również się do nich nie stosują.

Natomiast, w moim odczuciu, znajomość dobrych manier działa przeciwnie – tak naprawdę nas rozluźnia, gwarantując niezwykły komfort znajomości reguł, dzięki którym czujemy się swobodnie i pewnie w każdej sytuacji. Savoir-vivre po prostu ułatwia nam życie. To zdanie powtarzam nieustająco.

Dla potwierdzenia przytoczę słowa Emily Post, znanej amerykańskiej autorki książek poświęconych etykiecie, która napisała kiedyś, że: sympatyczne i przyjazne wrażenie to nie tylko dobre maniery, lecz również dobry interes. Czy robienie dobrych interesów stanie się kiedyś przeżytkiem? To raczej pytanie retoryczne.

Czy można te zasady stosować w świecie „skracania dystansu” bez wrażenia sztuczności?

Tym razem – tak, zdecydowanie tak i jeszcze raz tak. Kluczowe jest jednakże właściwe rozumienie dobrych manier. Pamiętajmy przede wszystkim, że są one wyrazem szacunku do drugiego człowieka, który winien być okazywany niezależnie od dystansu, który nas dzieli. Dotyczy zarówno relacji prywatnych, towarzyskich, jak i zawodowych. Są to zasady, które właściwie traktowane stają się naturalne i niejako spontaniczne, choć winny być także pielęgnowane i stosowane z uwagą.

Oczywiście nie można pominąć faktu, iż etykieta stanowi dość pokaźny zbiór norm, które z jednej strony są spisane w różnorodnych książkach i poradnikach, z drugiej funkcjonują w sposób niepisany. Zwłaszcza w tym ostatnim przypadku warto podkreślić nieocenioną rolę intuicji, która bywa niedoceniana. Dość często w trakcie spotkań, na których pojawia się temat savoir-vivre powtarzam, że człowiek dobrze wychowany korzysta z jego wskazań rozsądnie, nie poszukując na siłę w swojej głowie odpowiedniej „szufladki” z informacjami dotyczącymi zachowania w danej sytuacji. Gdy bowiem taka „szufladka” jest pusta, albo nie otworzy się na czas, nie odnajdzie rozwiązania. Ewentualnie zastosuje coś, co stworzy wrażenie sztuczności. A przecież w takich sytuacjach winna przybyć mu z pomocą właśnie intuicja. Dzięki niej wkraczamy na zaawansowany poziom dobrych manier, który daje nam wspomnianą przeze mnie niezwykłą swobodę i komfort.

O kulturze osobistej nie świadczą wyuczone niemal na pamięć, „sztuczne” i wyjątkowo szczegółowe reguły dotyczące najbardziej zawiłych części naszego życia. Stosowane nieumiejętnie i bez odpowiednego wyczucia mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Przykładem niech będzie dość częsta sytuacja spotkania służbowego. Gdy udajemy się na takie spotkanie i wkraczamy do czyjegoś gabinetu zazwyczaj zastajemy naszego rozmówcę za biurkiem. On/ona natomiast zamiast wyjść zza biurka, aby podać nam dłoń (jak zaleca etykieta), wyciąga rękę do uścisku nad meblem. Czy wówczas właściwe będzie nieodwzajemnienie uścisku i zwrócenie uwagi na brak dobrych manier? Naturalnie nie, intuicja podpowie nam podanie ręki, tak by nie wprowadzać nikogo w zakłopotanie.

Jakie realne korzyści w budowaniu marki osobistej może to przynieść?

Powróciłabym do Emily Post, która niejednokrotnie celnie podsumowywała istotę dobrych manier. W jednym ze swoich poradników napisała, że dobre maniery nie są luksusem, a koniecznością w rozwoju osobistym i zawodowym. Podpisuję się w 100% pod tymi słowami.

Współczesny dostęp do specjalistów w różnych dziedzinach i w konsekwencji olbrzymia konkurencja powodują, iż dbałość o reputację jest niezbędna. Możemy budować ją standardowo i dość przewidywalnie, bądź wyjątkowo korzystając właśnie ze wskazówek etykiety. Znajomość i praktyczne stosowanie norm obowiązujących w kontaktach zawodowych może nas wyróżnić, wzmocnić, uczynić wyjątkowymi.

Pozornie wydaje się, iż w biznesie liczy się wyłącznie szybkie załatwienie sprawy i zysk, natomiast takie myślenie może okazać się zgubne. W praktyce, bowiem coraz częściej docenia się profesjonalizm oparty nie tylko na rzetelności i jakości, ale również na klasycznych zasadach dobrych manier: etycznym postępowaniu, szacunku i zwyczajnej ludzkiej uprzejmości.

Kiedyś – czego życzę każdemu – może zdarzyć się, iż etykieta przyniesie mu wymierne korzyści w postaci nawiązania szczególnej relacji z klientem lub partnerem biznesowym opartej na niewypowiedzianym, intuicyjnie odkrytym zamiłowaniu dla piękna jej zasad. Pewne gesty, zachowania, język wśród piewców dobrych manier stanowią znak rozpoznawczy i dają się odczytać bez słów.

Wiele krąży mitów na temat savoir-vivre. Czy te zasady są dla każdego? A może kogoś nie obowiązują?

O, tak! Savoir-vivre jest absolutnie dla każdego. Trudno mi odnaleźć kogokolwiek, kto zostałby pozbawiony możliwości korzystania z dobrych manier. Czyż dbałość o kulturę osobistą i dobre relacje z innymi, oparte na wzajemnym szacunku i tolerancji, nie powinny być powszechne i niezależne od tego kim jesteśmy, co robimy i jaką szerokość geograficzną zamieszkujemy?

Nie mogę naturalnie zaprzeczyć, że są i tacy, którzy niejako samodzielnie rezygnują z dobrych manier. Jeden z moich znajomych zwykł mawiać, iż woli nie znać reguł etykiety, gdyż dzięki temu przynajmniej nie wie jakie gafy popełnia. Zawsze bawi mnie jego komentarz, aczkolwiek miewam wrażenie, że nie jest to tak odosobniona postawa. Dotyczy zwłaszcza osób, które dość stereotypowo i nieco retrospektywnie łączą savoir-vivre z odległymi czasami wyższych sfer, arystokracji, zachowań nieco „na pokaz”. Ewentualnie współcześnie wiążą etykietę z zasobnym portfelem, odnosząc jej wymogi chociażby do garderoby wysokiej jakości (a więc bardzo drogiej), choć wcale nie o to w niej chodzi.

To duże i dość szkodliwe uproszczenia. Zwróćmy bowiem uwagę, iż każdy z nas już od maleńkości, w mniejszym lub większym stopniu, uczy się dobrych manier. Wynosimy je z domu, nabywamy dzięki rodzicom, dziadkom, najbliższemu otoczeniu. Są zatem powszechne, ogólnie dostępne. Musimy jedynie pamiętać, że to od nas zależy, czy i w jakim stopniu będziemy się do nich stosować.

Czy uważasz, że etykieta może być sposobem na wyróżniającą się komunikację?

Ponownie odpowiem – tak. Znajomość etykiety jako takiej nas wyróżnia, ale w obszarze komunikacji czyni to szczególnie. Owszem, za odkrywczą trudno uznać tezę wskazującą, iż w dzisiejszym świecie komunikacja jest niezwykle szybka, niemal momentalna i bardzo uproszczona. Warto jednak zwrócić uwagę na coś jeszcze. Codzienny pośpiech powoduje, iż zarówno w kontaktach bezpośrednich, jak i telefonicznych oraz e-mailowych, stopniowo ignorujemy pewne istotne zalecenia dobrych manier i rezygnujemy z różnorodnych zasad, usprawiedliwiając się zwykle brakiem czasu, wygodą (wygodnictwem) oraz założeniem, że przecież inni także nie przywiązują do nich szczególnej wagi. To błąd.

W konsekwencji nasza komunikacja staje się coraz mniej atrakcyjna, a może wprost „brzydka”, m.in. za sprawą postępującego i coraz bardziej zaawansowanego (na niekorzyść) pozbawiania jej obowiązujących kiedyś form. Już nie tylko sms-y, e-maile, ale również pisma na papierze (pisma oficjalne) stają się bardzo skąpe, nijakie, bezosobowe, a nawet nie do końca poprawne językowo.

Dlatego właśnie umiejętne korzystanie z cudownych i bardzo użytecznych podpowiedzi etykiety oraz przywracanie blasku komunikacji może być strzałem w dziesiątkę. Dzięki znajomości np. netykiety (w uproszczeniu „savoir-vivre-u w Internecie”) nasz e-mail nie zniknie wśród dziesiątków innych wysyłanych na co dzień w różnych sprawach do różnych odbiorców. Przyznam, że kiedyś usłyszałam, wprawdzie pośrednio, ale następujący komentarz na temat napisanego przeze mnie e-maila: Jak e-mail może pięknie wyglądać! Nieco zabawne, ale i dające do myślenia.

Proste zabiegi, takie jak stosowne zwroty i formuły grzecznościowe, poprawność językowa i bijąca z treści uprzejmość staną się naszymi sprzymierzeńcami. Podobnie miły i przyjazny głos na telefoniczne powitanie, czy odręcznie wpisana formuła rozpoczynająca oficjalny list. To niewiele, a może się naprawdę opłacić.

Zasad etykiety jest tak wiele. Czy są jakieś nadrzędne lub uniwersalne wytyczne? Od czego zacząć?

To dosyć trudne pytanie. Różnorodność zagadnień, których dotyka etykieta jest bowiem przeogromna. Może trudno sobie to wyobrazić, ale savoir-vivre traktuje nie tylko o zachowaniu w pracy, przy stole, czy teatrze, ale istnieją także „specjaliści” podpowiadający jak żyć z kochankiem, czy kochanką. Mam spory dystans do poradników poruszających tego typu „problemy” i traktuje je raczej jako swego rodzaju egzotykę, ale z pewnością temat jest niezwykle szeroki.

Za nadrzędną wytyczną uznałabym jednakże szacunek względem drugiego człowieka. To moim zdaniem punkt wyjścia, sedno sprawy, istota dobrych manier absolutnie ponadczasowa i aktualna niezależnie od czasu i miejsca. To on reguluje dominującą część norm obowiązujących ludzi dobrze wychowanych, determinuje zachowania względem innych, w tym osób starszych, piastujących istotne funkcje, publicznych i po prostu od nas ważniejszych. Szacunek tworzy ramy naszych codziennych relacji w życiu prywatnym i zawodowym, świadczy o kulturze osobistej. Wreszcie jego „rozumienie” ułatwia życie. Podobnie jest z prostą, zwyczajną i pozornie banalną grzecznością.

Wprawdzie odnajdujemy współcześnie coraz więcej powodów dla uzasadniania pewnej „bylejakości” w relacjach z innymi, jednakże każdy z nas winien uświadomić sobie, że dbałość o właściwe zachowanie jest gwarancją swego rodzaju normalności, a ponadto koniecznością, jeśli tylko chcemy być profesjonalni i konkurencyjni. Najpiękniejsze są klasyczne, albowiem zawsze aktualne zasady.

Co Ty sądzisz o dobrych manierach? Czy stosujesz je na co dzień? Czy zauważasz je u innych? Jakie mają dla Ciebie znaczenie?

Jestem bardzo ciekawa Twojego komentarza.