Zło w czystej postaci

Zło w czystej postaci

Dziś kilka refleksji z nadrabiania lektur. Co prawda warunki do pisania mam mocno nie sprzyjające, bo z jakiegoś powodu właśnie wtedy, kiedy ja mam odpoczywać i cieszyć się odrobiną czasu dla siebie panowie pod moim blokiem poprawiają chodniki, co wiąże się z niewyobrażalnym hałasem i podnosi mi ciśnienie do zdecydowanie niezdrowego poziomu.

Książki

Podobnie jak teatr, książki przez wiele lat nie znajdowały się w kręgu moich zainteresowań. Najłatwiej byłoby zgonić to na system edukacji, który zmusza dzieciaki do czytania i tych wartościowych książek i tych, które w wieku lat kilkunastu ciężko za takowe uznać. Niemniej jednak z perspektywy czasu stwierdzam, że to tylko moja ignorancja i lenistwo odciągały mnie od  pochłaniania książek tomami. Na szczęście ten okres mam już dawno za sobą.

Tak więc, powróciłam na łono kultury i staram się z niej czerpać jak najwięcej. Dzięki mojemu przymusowemu wolnemu oddaję się temu z rozkoszą.

Reportaż

Nie często zdarza mi się czytać reportaże, ale ten wywarł na mnie niesamowite wrażenie. Jutro przypłynie królowa Macieja Wasilewskiego.

 

Jest to jedna z tych pozycji, którą po prostu trzeba przeczytać. Nie jest to ani lekka ani przyjemna opowieść. Ba nie jest to nawet opowieść. To prawdziwa historia. Czytając ją ma się wrażenie, że coś takiego nie mogło, nie może mieć miejsca, że jest się równie brudnym i winnym, jak ludzie, których Wasilewski opisuje.

Zło w czystej postaci

Z pozoru to opowiastka o małej wysepce, na której ludzie  żyją trochę inaczej. Można by nawet początkowo sądzić, że to urocze, że ci potomkowie buntowników z Bounty wybrali sobie taki romantyczny żywot – wyspa, rajskie widoki, trochę surowo, ale kilkadziesiąt osób, żyje z pracy własnych rąk, statek zawija do nich raz na pół roku – takie proste życie.

Pozory jednak mylą i pod tą fasadą, kryje się zło w czystej postaci. Wasilewski spędził na wyspie Pitcairn 10 dni. Rozmawiał zarówno z jej obecnymi mieszkańcami, jak i tymi, którzy stamtąd uciekli, a że pitcairneńczycy nie lubią dziennikarzy, było to karkołomne przedsięwzięcie.

Nie powiem nic więcej o samej „fabule”, bo Wasilewski pisze w sposób prosty i tylko to co czytelnik, jest w stanie znieść – cała reszta i tak świdruje w każdej najdrobniejszej cząstce umysłu, nawet jeśli nie została przelana na papier, dlatego też warto, żeby każdy przeczytał to sam.

Nasza codzienność

W codziennym biegu nie mamy czasu zaprzątać sobie głowy tym co dzieje się na odległej wysepce czy przeciwległym kontynencie. Żyjąc z dnia na dzień i budując swoje szczęście, czasem nie chcemy sobie zdawać sprawy z tego do czego zdolni są ludzie. Do czego my jako gatunek jesteśmy zdolni. Ta książka to policzek w twarz naszego człowieczeństwa, ale czasem taki policzek może uratować człowieka.