Nieustanne poszukiwania

Nieustanne poszukiwania

… tak właśnie określić mogę styl, ale żeby w pełni zrozumieć tę tezę muszę Wam wyjaśnić kilka rzeczy 🙂

Moje ponad miesięczne zwolnienie lekarskie nie zaowocowało szalonym wzrostem aktywności na blogu, choć miałam na to (chwilową) cichą nadzieję… Moje umiłowanie do miliarda rzeczy służy mi za wymówkę i tej wersji będę się trzymać.

Zauważyłam jednak, że dawno nie miałam chwili spokoju, takiej dla siebie – na myślenie, na zastanawianie się nad głupotami i „sensem istnienia”. No więc siedzenie w domu pomogło oczyścić system w tej kwestii.

DEFINICJE?

No i jak już tak siedziałam sobie i myślałam to (z jakiegoś powodu) moje myśli szły w jednym kierunku. Banał jakich mało – jaki właściwie jest mój styl i czy muszę go definiować…

Te przedziwne pytania nasunęły mi się w wyniku szperania w sieci. Tematyka mody, stylu, kreacji samej / samego siebie jest teraz niezwykle na czasie. I wręcz obciach nie mieć własnego stylu. I czy to w ogóle jest możliwe by go nie mieć?

Dobra, jako umysł analityczny poszukuję podstaw teoretycznych… I co uzyskuje w wyniku tej mrówczej pracy? Masę kiczowatych cytatów, równie dużo definicji, które brzmią jak średniowieczne zaklęcia i tryliard zdjęć, próbujących zobrazować to co dany autor rozumie pod postacią stylu.

Przejawy stylu…

Teraz powinnam wyklepać tu co ja na ten temat sądzę i czym dla mnie jest styl, ale szczerze mówiąc nie bardzo widzę w tym sens. A robienie rzeczy bezsensownych mnie nie kręci.

Dlaczego nie widzę w tym sensu. Ot choćby dlatego, że styl to dla mnie zjawisko niedefiniowalne, które można rozpoznać i którego można doświadczyć, ale którego słowami opisać się nie da. Zjawisko, którego przejawy widać we wszystkich sferach naszego życia.

Porady i inne banialuki

Próby definiowania stylu prowadzą prosto do kolejnego przecudnego znaleziska, jakim są poradniki Jak stworzyć swój styl… Matko i córko, taki zbiór dziwnych zasad, które z definicji krępują naszą kreatywność – to wolno, tego nie wolno… ponieważ osoba która posiada swój styl zawsze powinna… i tak dalej… brak mi słów.

Owszem są zasady, które w danych sytuacjach określają co powinniśmy a czego nie, ale bez uwzględnienia kontekstu sytuacyjnego, mają się nijak do jakiejkolwiek rzeczywistości. I nie wiele mają wspólnego z definiowaniem stylu. Są też zasady, które pozwalają nam unikać sytuacji, kiedy zwyczajnie robimy sobie krzywdę poprzez dobranie rzeczy kompletnie nie odpowiadających naszej sylwetce, typowi urody itp. To wszystko jednak to tylko narzędzia, które stanowią drobną składową funkcjonowania w społeczeństwie.

Co by zakończyć tę nierówną walkę z definicjami stwierdzam oficjalnie, że pojęcie stylu jest dla mnie szerokie i nieokreślone – to raz. A dwa – każdy ma swój wizerunek (kształtowany świadomie lub przypadkowy jak spotkanie miłości swojego życia w metrze), a od wizerunku do stylu granica jest cienka niczym pergamin lub ogromna jak Wielki Kanion – w zależności od punktu siedzenia.

Deserek…

Ikona stylu – niechże ktoś mi wytłumaczy (ale tak żebym zrozumiała), jakie wyróżniki powinna posiadać ikona stylu. Co drugi komentator ma swoje zdanie w tym temacie… i słusznie, bo moim zdaniem poczucie estetyki jest czymś niezwykle indywidualnym. I choć czasem myślę, że są granice, które mimo wszystko pojawiają się i w tej dziedzinie, to napotykani na mej drodze ludzie wciąż udowadniają mi, że to nie prawda. Wierzę, że każdy z nas może wskazać kto mu imponuje, kogo uważa za godnego uwagi i śledzenia, na kim się wzoruje i w tym kontekście pojęcie ikony stylu przejdzie mi przez gardło. Ale żeby tak od razu na cały świat ogłaszać, że ktoś jest nią lub nie.

Oceniajcie łagodnie i otwartymi umysłami. Moda oraz jej wydźwięk na ulicach i salonach (zresztą podobnie jak wszystkie inne sfery istnienia) są tak pasjonujące dzięki swej różnorodności.