Jakość czy ilość … w relacjach z ludźmi?

Jakość czy ilość … w relacjach z ludźmi?

Początek roku to czas kiedy większość z nas siada do planowania różnych rzeczy.

Niektórzy robią to z radością, inni traktują, jako sposób pozbycia się kiepskich nawyków z roku poprzedniego lub coś co na początku roku zrobić trzeba, choć z biegiem czasu zapominają o postanowieniach i ustaleniach z samym sobą, jakby planowanie było tylko rozgrzewką przed prawdziwym życiem.

Bez względu na to jak poważnie podchodzisz do planowania, możesz zapomnieć o tym, że relacje z ludźmi, ich rozwój i podtrzymanie też powinny się w takich planach znaleźć. Nie można nie zauważyć, że sporo kontaktów i relacji przenieśliśmy do świata wirtualnego. Nie oznacza to wcale, że są one niczym wirtualne i nierealne byty. Oznacza to jednak, że takich relacji mamy o wiele więcej, przynajmniej teoretycznie.

Magiczna liczba 150…

Jeśli Twoje grono „przyjaciół” w sieci to 30 osób, na pewno nie masz większych trudności by określić nie tylko kto wśród nich się znajduje, a kto nie. Możesz też bez większego kłopotu powiedzieć co ostatnio widziałeś na ich tablicach – czym chcieli podzielić się z wirtualnym światem. Bardzo możliwe, że z większością z nich jesteś również w kontakcie telefonicznym lub widujesz się dość często (no chyba, że cała trzydziestka to osoby poznane na wymianie studenckiej w innym kraju). Jeśli jednak Twój zbiór wirtualnych przyjaciół bliższy jest 300 niż 30 to sprawa wygląda już nieco inaczej. Czy kojarzysz wszystkich z imienia i nazwiska? Co właściwie o nich wiesz? Czy naprawdę są Twoimi przyjaciółmi?

Robin Dunbar nie musiałby się długo zastanawiać nad odpowiedzią. Ten amerykański biolog zaproponował wielkość określającą liczbę zażyłych kontaktów społecznych, jaką jest w stanie utrzymać jeden człowiek. Na podstawie obserwacji zachowań ewolucyjnych i kulturowych, w tym obejmujących porównanie ich pierwotnych wyników z funkcjonowaniem jednostek w mediach społecznościowych określono, że oscyluje ona w okolicach 150.

Oznacza to tyle, że nie będziesz w stanie utrzymać bliskich kontaktów z większą ilością osób, a każdy nowy „kontakt”, z którym będziesz zacieśniać stosunki, będzie musiał z czasem wyprzeć inny rzadziej przez Ciebie „używany”.

Sukces = talent + szczęście

Czy oznacza to, że wszyscy powinniśmy „okroić” swoje grona kontaktów? Absolutnie nie. Kontakty są dziś na wagę złota. Jeśli znalazłeś się wśród grupy osób, której to zdanie podniosło ciśnienie, bo przecież „nie powinno się liczyć kogo znasz, a ile wiesz i potrafisz”, to proszę odetchnij głęboko. Dzisiejszy świat to świat informacji, świat wiedzy. Każda branża może pochwalić się wieloma specjalistami i niestety nie każdemu doskonale przygotowanemu adeptowi dane jest zaistnieć jako ekspert. Jak twierdzi Daniel Kahneman:

sukces = talent + szczęście 

ogromny sukces = trochę więcej talentu + mnóstwo szczęścia

I choć równania te odnosi do sukcesu w sporcie możesz je spokojnie przełożyć na każdą inną dziedzinę. Na „szczęście” będzie składało się wiele czynników, często ślepy traf. Często jednak będzie to znalezienie się w odpowiedniej chwili, w odpowiednim miejscu lub posiadanie odpowiedniego kontaktu. Nie mówię o nepotyzmie ani innych patologiach tego zjawiska. Mówię o sile rekomendacji.

Siła rekomendacji

Zastanów się w jaki sposób szukasz fryzjera lub dentysty. Czy nie pytasz znajomych o „kogoś godnego polecenia”?

Dlaczego więc poszukując specjalisty w jakiejkolwiek innej dziedzinie nie miałbyś postępować podobnie?

Wróćmy jednak do liczby Dunbara. Skoro relacje i kontakty są tak istotne, to dlaczego właściwie ograniczać się do 150? Jak się pewnie domyślasz relacja relacji nierówna. To że w Twojej sieci społecznościowej znajduje się ikonka ze zdjęciem, z którą niewiele Cię łączy, waży naprawdę niewiele w kontekście budowania wartościowej relacji. Podobnie jak na szacunek, na rekomendacje trzeba zapracować, nie tylko błyskotliwością, wiedzą i kwalifikacjami. Trudno jest polecać ludzi, których się nie lubi, a jeszcze trudniej polubić tych, którzy nie dbają o „naszą” relację.

Dbaj o swoją sieć

Nie będę zachęcać Cię do „wycinania” znajomości. Życzę Ci jednak byś, planując swoje działania na najbliższe miesiące, zastanowił się nad tym, które znajomości są dla Ciebie najistotniejsze, a z których mógłbyś bez żalu zrezygnować. Poświęć czas na to by dowiedzieć się jak możesz pielęgnować te najważniejsze relacje, pozostawiając sobie energię i miejsce na nowe, które mogą okazać się przełomowe w Twoim życiu, a które bez Twojego czujnego filtra mogą utkwić gdzieś po drugiej stronie magicznej granicy zacieśniania więzi.

 

  • Dawno temu czytałem o liczbie Dunbara i prawdę mówiąc trochę dziwnie się poczułem widząc ilość moich „znajomych” na FB. Znasz mnie, więc wiesz, że jestem raczej no-lifem i realnych kontaktów mam o wiele mniej niż te wspomniane 30. W zasadzie tyle ile przychodzi na LbnSocial i jeszcze kilka osób.

    Ale biorąc pod uwagę siłę rekomendacji odetchnąłem z ulgą, bo realne doświadczenia pokazały, że jednak warto mieć więcej „nieużywanych” znajomych niż kilku pewnych, bo:
    1. Miałem kilka fajnych zleceń od osób, które „znam” tylko przez FB.
    2. Niektórych takich znajomych poznałem osobiście i chociaż nie jesteśmy blisko to czasami się widujemy i spędzamy miło czas, czy to przy piwie czy na robieniu zdjęć.
    3. Niektóre osoby poleciły mnie innym, z którymi nawiązałem już fizyczną, bardzo dobrą znajomość.
    4. Wiele „nowopoznanych” osób polubiło mojego bloga i zarekomendowało go innym. Paradoksalnie zwiększył się też ruch w miejscach o które już dawno przestałem dbać i teraz zastanawiam się nad ich reaktywacją.

    Ja Facebooka nigdy nie traktowałem osobiście, więc mi nie przeszkadza to, że mam tysiące „znajomych”, których na ulicy bym nie poznał. A ta sieć networkingowa wcześniej czy później się przyda 🙂

    • Czym innym jest budowanie szerokiej grupy odbiorców, a czym innym budowanie osobistej z nimi relacji (tu właśnie zastosowanie może mieć liczba Dunbara). Większość osób wykorzystujących społecznościówki do promocji swoich usług czy marek doskonale sobie radzi z o wiele większymi społecznościami niż te 150 osób i oczywiście właśnie te duże grupy generują ruch i szum. Higiena życia społecznego jednak wymaga podejmowania czasem trudnych decyzji, by wartościowym i ważnym relacjom móc poświęcić wystarczająco dużo czasu i energii. Z tym (jak Cię znam) nie masz kłopotu 🙂